sobota, 20 października 2012

Rozdział II


-No to do zobaczenia, Arielle – matka przerwała niezręczną ciszę na peronie. Dziewczyna nie liczyła na wylewne pożegnanie, lecz suchy ton rodzicielki wprawił ją w lekkie osłupienie. Nie odezwała się ani słowem, kiwnęła tylko głową. Nie chciała się nic mówić, bo czuła, że wtedy da upust emocjom i rozpłacze się, a tego bardzo nie chciała. Wolała nie ujawniać słabości, tylko udawać twardą. Ojciec wyciągnął prawą rękę, by uścisnąć córkę, lecz w ostatniej chwili ją opuścił. Widocznie wolał nie wychylać się przed żonę. Posłał Arielle smutny uśmiech i już nie patrzył w jej stronę. Dziewczyna zdecydowała dłużej nie przedłużać tej, już i tak kłopotliwej sytuacji, odwróciła się więc i skierowała w stronę pociągu. W jej oczach pojawiły się łzy. Lekko obejrzała się za siebie i ujrzała rodziców wciąż stojących sztywno, nieruchomo, trochę przypominając dziewczynie posągi z zimnego marmuru. Przez chwile miała wrażenie, że nie są to jej rodzice, tylko roboty, które najwyraźniej nie czuły nic do dziewczyny. Nie sądziła, że pożegnanie z matką będzie tak zimne i oschłe. Nie wyobrażała sobie tego. Teraz jednak odetchnęła powoli i poczuła się po raz pierwszy od prawie dwudziestu lat wolna. Nie musi już robić tylko tego, czego oczekują od niej rodzice i słuchać ich na każdym kroku. W końcu może żyć własnym życiem, a nie tylko niespełnionymi ambicjami matki. Lukrecja Wadell zawsze była silną kobietą i tego oczekiwała od córki. Nie tolerowała jakiegokolwiek sprzeciwu i wychowywała Arielle twardą ręką. Dlatego dziewczyna odczuła niewysłowioną ulgę, że nie musi robić wszystkiego pod czujnym okiem matki. Znalazła wolny przedział i z widocznym trudem umieściła walizkę na półce. Zajęła miejsce przy oknie i założyła słuchawki. Po kilkunastu minutach już spała.

Ujrzał ją i tak się zdziwił własną reakcją, że aż przysiadł. Nigdy nie robiło mu się gorąco na widok dziewczyny. W bliższych kontaktach, to wiadomo… Zignorował to uczucie i jeszcze raz spojrzał w jej kierunku. Brązowe, falowane włosy zasłaniały częściowo twarz, lecz mimo wszystko widział zamknięte oczy, mały, lekko garbaty nos i te usta… Jasno czerwone, błyszczące w słońcu wpadającym przez szybę. Były delikatnie rozchylone, co tylko dodawało dziewczynie uroku. Jeździł tym pociągiem od dwóch lat, zawsze tego samego dnia i nigdy jeszcze jej nie spotkał. W jego głowie już rodził się nowy, złowieszczy plan. Miał cichą nadzieję, że dziewczyna zmierza w tym samym kierunku, co on. Wtedy to dopiero będzie zabawa!  Już widział minę Michaela, gdy powie mu o nowej grze. Uwielbiał to, a raczej ten stan. Zdawał sobie doskonale sprawę ze swego wyglądu i tego, że przyciągał dziewczyny jak magnez. Zdobyć, zaliczyć, zapomnieć – to jego dewiza. A laleczka przy oknie nadawała się do tego doskonale. Już widział swój triumf i kolejną kasę od Michaela za wygrany zakład. Taak, zapowiada się piękny rok. Kto by pomyślał, że już w pociągu napotka swój cel. Zazwyczaj dopiero po długich poszukiwaniach z Mikiem znajdowali kogoś, kto nadawał się do zabawy. Na jego twarzy pojawił się cyniczny uśmiech, wyrażający wszystko. Wyjął z torby gazetę i postanowił oddać się lekturze, żeby, choć w niewielkim stopniu, urozmaicić sobie czekanie na pobudkę nieznajomej.

 Powoli wracała do rzeczywistości. W jej głowie w dalszym ciągu rozbrzmiewała melodia piosenki. Z wolna otworzyła oczy i spojrzała za okno. Był już wieczór, a więc musiała przespać, co najmniej, dwie godziny. Ucieszyło ją to bardzo, gdyż nigdy nie przepadała za podróżami pociągiem. Dopiero po chwili zorientowała się, że nie jest w pociągu sama! Przy drzwiach siedział chłopak. W pierwszej chwili wyglądał na jej rówieśnika, jednak zaraz potem wydał jej się starszy. Zawzięcie czytał gazetę i zdawał się nie zauważać dziewczyny. Postanowiła więc dokładniej mu się przyjrzeć. Miał kruczoczarne włosy i niesamowicie bladą twarz. Jego ostre rysy twarzy sprawiały, że wydał jej się groźny. Zdecydowanie nie był w jej typie. Nie zauważyła w nim nic, co by wskazywało na to, że jest czuły i delikatny. Miał pełne usta, które teraz były zaciśnięte i tworzyły wąską linię. Odwróciła od niego wzrok i zajęła się podziwianiem widoków za oknem. Miała nadzieję, że już w pociągu pozna kogoś, z kim mogłaby wspólnie zwiedzać kampus. Jednakże myliła się, więc wolała pomyśleć o czymś innym.
Dalsza część podróży minęła jej szybko. Zapomniała nawet o obecności chłopaka. Przypomniała sobie o nim dopiero wtedy, kiedy pociąg zatrzymał się na stacji. Dziewczyna wstała i sięgnęła po swoją walizkę. Ze zdziwieniem zauważyła, że nie ma siły jej ściągać. Zaczęła ciągnąć z całej siły, a walizka ani drgnęła. Arielle momentalnie zrobiła się czerwona na twarzy.
- Ekhm, może ci pomóc? Tak piękna dziewczyna musiała zabrać ze sobą wiele ciuchów, to oczywiste. – Dziewczyna odwróciła się ze zdziwieniem w stronę, z której dobiegał głos i ujrzała chłopaka z przedziału. Myślała, że już wyszedł. Jednak on stał w drzwiach i z pewnym siebie uśmiechem spoglądał na dziewczynę. Nie spodobał jej się ten wyraz twarzy. Było w nim coś zdecydowanie niepokojącego. Dlatego grzecznie odmówiła mu i dalej siłowała się z walizką. Po chwili jednak poczuła jego rękę na swoim ramieniu. Tego było już za wiele. Dała mu jasno do zrozumienia, że nie potrzebuje pomocy, a w szczególności od niego. Wiedziała, że postępuje trochę irracjonalnie, bo przecież go w ogóle nie zna, a już nie lubi, lecz czuła, że chłopak nie należy do najporządniejszych.
- Jak już mówiłam, nie potrzebuję pomocy, więc mógłbyś, z łaski swojej, dać mi spokój? – Jej głos zabrzmiał o wiele ostrzej niż się spodziewała, ale nie żałowała tego, bo chłopak w pierwszej chwili nie potrafił ukryć zdziwienia na twarzy. Dopiero potem pojawiło się na niej coś na kształt grymasu, chłopak jednak już zdołał przywołać kolejny lekko sarkastyczny uśmiech. Podszedł do dziewczyny i jak gdyby nigdy nic, zdjął walizkę i postawił ją przed nią. Arielle myślała, że ten wyjdzie bez słowa, jednak on powoli zatrzymał się w drzwiach, obrócił w jej stronę i zaczął intensywnie wpatrywać się w twarz dziewczyny. Ari nie lubiła takich sytuacji, w ogóle drażniło ją, gdy ktoś robił coś wbrew jej woli, więc zamiast podziękować, to dźwignęła walizkę i szybkim krokiem wyminęła go. Co jak co, ale udawać, że zrobił jej wielką łaskę, to ona nie będzie. Wyszła na peron i skierowała się do metra, które miało zawieść ją do upragnionego, prawie „własnego” mieszkania.

Pokój wydał jej się bardzo mały. Przyzwyczaiła się do obszernych pomieszczeń, w których od zawsze żyła. Dlatego teraz wizja mieszkania w tak małym pokoiku, lekko ją przerażała. Kolor ścian też jej nie zadowalał… Wolała kolorowe farby, a ściany były koloru beżowego. Wiedziała jednak, że nie może narzekać, gdyż mieszkanie te opłacają jej rodzice i nie wiadomo, jak długo zgodzą się to jeszcze robić. Dziewczyna czuła, że już niedługo sama będzie musiała zarobić na swoje utrzymanie.
Sam wystrój nie był taki zły, fakt, meble wyglądały na stare, ale nie na zaniedbane. A co najważniejsze, miała całkiem spore i naprawdę wygodne łóżko.  Powoli rozpakowała swoje rzeczy, a że nie było ich dużo, to już po godzinie była wolna i nie miała co robić. Postanowiła poczekać na swoich współlokatorów. Mieli przyjechać dziś wieczorem – chłopak i dziewczyna. Arielle nie znała ich, tak samo jak oni jej, dlatego dość mocno obawiała się tego spotkania. Długo myślała, jak to będzie, gdy okaże się, że nie przypadną sobie do gustu, czy po prostu nie będzie potrafiła się z nimi dogadać. W głowie układała tysiące scenariuszy ich wspólnego życia i każdy z nich był zupełnie inny. Najgorsze było to, że Ari nigdy nie musiała się z nikim liczyć, bo nie miała rodzeństwa. Nie wiedziała, jak to jest dzielić z kimś łazienkę i ogólnie przestrzeń życiową. Wiedziała jedynie, że nie zawsze jest to takie proste jakby się wydawało…  

***
   Wiem, że akcji jest jak na razie bardzo mało, ale chcę najpierw wprowadzić Was w życie Arielle, przedstawić jej poglądy, sposób patrzenia na świat. Jej przemyślenia są w tym opowiadaniu bardzo ważne, bo oddają jej podejście do życia i wyjaśniają wiele zachowań dziewczyny. Mam nadzieję, że się nie zniechęcicie i mimo wszystko będziecie razem ze mną uczestniczyć w tej historii.
Pozdrawiam!