wtorek, 16 października 2012

Rozdział I


Śliwkowy koc w kratę leżał rozłożony pod całkiem okazałą gruszą. Delikatny cień drzewa sprawiał, że miejsce to było idealne do letniego odpoczynku. Dziewczyna wolno rozciągnęła się i przeciągle ziewnęła. Uwielbiała leniwe dni spędzane w ogrodzie na czytaniu książek i słuchaniu muzyki. Mogła wtedy całkowicie zapomnieć o otaczającej ją rzeczywistości i zapomnieć, chociaż o garstce problemów. Zawiał wiatr i część brązowych, falowanych włosów wylądowała na jej twarzy. Niecierpliwie odgarnęła je ręką. Co jak co, ale burza loków doprowadzała ją momentami do szału. Dziewczyna odłożyła książkę i pogrążyła się w myślach. Wakacje powoli dobiegały końca. Z melancholią pomyślała o długich godzinach spędzonych na pobliskiej plaży z przyjaciółką, o wspólnych wyjazdach do Londynu, a nawet o krótkiej przygodzie z Chrisem, która teraz wydawała jej się wyjątkowo dziecinna. Cieszyła się, że znajomość ta trwała zaledwie dwa tygodnie, bo czuła, że i tak nic dobrego by z tego nie wyszło. Kiedy patrzysz na drugą osobę i nie czujesz do niej niczego, oprócz sympatii, to wiadomo, że szanse na miłość są niewielkie… Mimo to próbowała jakoś pociągnąć sytuację z chłopakiem, bo Beatriz gorąco ją do tego namawiała.  Przyjaciółka już od dłuższego czasu chciała znaleźć jej miłość. Dziewczyna zazwyczaj przyjmowała to z uśmiechem i nigdy nie brała tego na poważnie. Gdy „była” z Chrisem nie czuła nic, oprócz wyrzutów sumienia. Czuła, że rani tego chłopaka, udając, że coś między nimi jest. Zamiast cieszyć się nową sytuacją, męczyła się tylko. Kilka nocy praktycznie nie spała, myśląc o tym, co ma zrobić. Dlatego gdy tylko dała jasno do zrozumienia Chrisowi, że ich dłuższe spotykanie się nie ma sensu, kamień spadł jej z serca. Od tego czasu miała kilku „wielbicieli”, którzy starali się do niej dotrzeć, jednak ona za każdym razem delikatnie odmawiała. Nie oznaczało to jednak, że jest tak zadufana w sobie, że nikt jej nie odpowiadał. Niee… po prostu do żadnego z tych chłopaków nic nie czuła. Marzyła jej się wielka miłość, o tak. Jej romantyzm często dawał o sobie znać. Może właśnie dlatego nie miała ochoty na przelotne znajomości, które z góry skreślała. Pragnęła silnego, namiętnego uczucia. Miłości z pasją, która pochłania wszystkie myśli i zmysły, która sprawia, że serce praktycznie wyskakuje z klatki piersiowej. Śniła o dreszczach pojawiających się na ciele, przy każdym dotyku chłopaka, o jego ustach na jej szyi, uchu, aż w końcu ustach. Nie był to konkretny chłopak, bo w nikim nie była zakochana. Marzyła po prostu, że kiedyś spotka kogoś takiego i właśnie tak będzie wyglądał ich związek. Doskonale wiedziała, że jest to wyidealizowany do granic możliwości obraz miłości, lecz wolała o tym nie myśleć i właśnie tak go sobie wyobrażać.
 Może była to wina tysiąca romansów, których przeczytała lub filmów. Czasami sama sobie się dziwiła, bo uważała siebie za dziewczynę silną, niepotrzebującą chłopaka. Uwielbiała czytać i oglądać horrory, kryminały całkowicie ją pochłaniały. Nie bała się rozmów o śmierci, wręcz przeciwnie, interesował ją jej medyczny aspekt. Lecz coraz częściej łapała się na tym, że stała się ckliwą dziewczyną, marzącą właśnie o tej idealnej miłości. Nie wierzyła, że uczucie może pojawić się z czasem. Albo kogoś kochasz, albo nie. Chwilami obawiała się, że przez to nigdy nie znajdzie drugiej połówki, bo zawsze będzie czekać na miłość od pierwszego wejrzenia, a ona nie zawsze się pojawia. Leżała wtedy długo w łóżku ze łzami w oczach i rozmyślała o tym, że może kiedyś jednak pozna tego jedynego i miłość zawładnie ją nieodwołalnie …
Irytowała ją taka naiwność i często miała siebie dość i wtedy brała się w garść. Przestawała marzyć o czymś, co jest nierealne, tylko skupiała się na otaczającym ją świecie. Sprzątała w pokoju, próbowała odkryć tajniki gotowania lub szukała w internecie informacji na temat jej nowej, całkowicie nieznanej uczelni, do której miała uczęszczać już we wrześniu. Po dziewiętnastu latach miała opuścić dom na tak długi czas. Obawiała się tego strasznie, lecz też czekała na rozwój zdarzeń. Myślała o nowych znajomościach, o nowym, niewielkim pokoju na uczelni, która miała z kimś dzielić i ogólnie, o nowym środowisku życia. Z jednej strony cieszyła się, że opuści dom, w którym czuła się coraz bardziej obco, przez znaczne pogorszenie jej stosunków z rodzicami. Z drugiej z kolei wiedziała, że tak czy siak będzie za nimi tęsknić. Od jakiegoś czasu nie potrafiła znaleźć z nimi wspólnego języka. Częste kłótnie z matką znacznie ochłodziły ich relacje. Nawet do końca nie wiedziała, co jest przyczyną tych ciągłych sprzeczek. Jednakże nie umiała pozbyć się ich, toteż czasu w domu spędzała bardzo mało. Uciekała do Bei, lub tak jak w tym przypadku, na wieś do babci, która zawsze chętnie ją wysłuchiwała i pocieszała. Przebywanie na wsi niezwykle ją wyciszało i uspokajało. Przebywała całymi dniami na podwórku, leżąc w ogrodzie lub spacerując po piaskowych drogach. Brak dostępu do internetu i słaby wybór programów telewizyjnych sprawiały, że miała więcej czasu na przemyślenia, które od kilku miesięcy stały się jej ulubionym zajęciem. Często pomagała babci podlewać kwiaty, zbierać warzywa, kosić trawę. Potem stała w kuchni i przyglądała się, jak Gina przyrządza smakowite potrawy. Lubiła towarzystwo tej kobiety, bo nigdy nie zadawała jej zbędnych pytań i nie usiłowała dowiadywać się czegoś na siłę. Zawsze ceniła takie osoby, gdyż sama nigdy nie była wylewna i nie oczekiwała tego od innych.
Do wyjazdu na uczelnię zostało raptem kilka dni, a ona ciągle nie była spakowana a i jej myśli znacząco odbiegały od studiów. Lekko przerażała ją wizja powrotu do domu, ale zdawała sobie sprawę, że jest to nieuniknione. Błogie wakacje i pobyty na wsi miały się ku końcowi. Z wyraźnym ociąganiem podniosła się z koca i złożyła go w kostkę. Za pół godziny miała pociąg do domu, a musiała jeszcze dopakować parę ciuchów i pożegnać się z babcią. Ostatni raz spojrzała na krajobraz, malujący się za płotem i z tęsknotą w oczach skierowała się w stronę budynku.

1 komentarz:

  1. Jak na razie zobrazowałaś nam tylko główną bohaterkę. Wolałabym, żeby ukazała się jakaś akcja, ale bez niej też jest dobrze. ;) Dzięki temu skupiamy się na jej charakterystyce, a nie na akcji. Jestem ciekawa, co spotka ją potem, na uczelni.
    Dodaję do obserwowanych.
    Pozdrawiam, Blode z http://wladcy-zywiolow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń